Kolejne trofea zdobyte…. oraz o byciu człowiekiem


Rozpoczynamy kolejną dawkę… good newsów😉 a na koniec napisałem słów kilka o tym co miało miejsce podczas jednej z edycji MTB Marathon w Krynicy

Praca w zimie i na wiosnę, współpraca z dietetykiem oraz trenerem w końcu dają efekty… na różnych poziomach zaawansowania…. bo każdy ma swoje Kilimandżaro… Ważne – nie wszystkie wyniki są umieszczane gdyż nie każdy dostarcza nam materiał…  jak tylko jesteście i walczycie na wyścigach i macie fotki i jakiś komentarz to zawsze to u nas umieścimy…  a tymczasem zapraszam…. do lektury naszego HALL OF FAME😉

Marek Konwa – po nieco pechowym starcie w Pś Marek pokazał klasę w Jeleniej Górze na mocno obsadzonej imprezie Mai Włoszczowskiej….

Marek Konwa Milka TREK - powered by Virtualtrener

Marek Konwa Milka TREK - powered by Virtualtrener

Marek:

Moje założenie na Sobotnie sprinty było takie, aby poprawić wynik z ubiegłego roku. Runda w centrum miasta o długości 1,2km czekała na najszybszy przejazd. Dziwnie się złożyło, ale startowałem jako pierwszy do czasówki eliminacyjnej, gdzie 32 zawodników z najlepszymi czasami przechodziło dalej. Po swoim przejeździło uzyskałem czas 2min 8s i ponad 50 zawodników nie zdołało mnie wyprzedzić:) Następnie odbyły się wyścigi, aby wejść w 16/8/4 i finał. Taktykę miałem prostą, na maxa od startu do mety, chodź był moment iż myślałem, że sobie nie poradzę jadąc sam z dwoma Czechami. Postanowiłem zaatakować na długiej prostej i okazało się to dobrym rozwiązaniem. W ostatnich dwóch wyścigach jechałem z Piotrkiem Brzózką, gdzie nawzajem sobie pomagaliśmy, aby awansować przed zagranicznymi zawodnikami. Ostatecznie wygrałem wszystkie możliwe sprinty z czego jestem bardzo zadowolony:)
Niedziela zapowiadała się nieco gorzej, po nieprzespanej nocy i ciężkich sprintach oraz tzw. patelni na trasie;/  Od startu jechałem pierwszy, bo za bardzo nikt sie nie kwapił do prowadzenia. Jechało mi się bardzo dobrze, więc starałem się za bardzo nie męczyć.Niestety na trasie w pewnym momencie tak się zakurzyło a na dodatek ktoś zerwał taśmy, że wyleciałem na zjeździe z trasy i straciłem kilka pozycji spadając na 8 miejsce bodajżę. Reszta wyścigu w moim wykonaniu to była równa jazda i dochodzenia do czołówki, gdzie na mecie zameldowałem się na 4 miejscu ze stratą 2,5 min do zwycięzcy. Tym sposobem udało mi się wygrać całą generlakę Plus Grand Prix MTB Czesława Langa.
Marek Konwa - na trasie Grand Prix w Jeleniej Górze

Marek Konwa - na trasie Grand Prix w Jeleniej Górze

Kolejny świetny występ Oskara Plucińskiego, który zdeklasował rywali wygrywając popularnego „Langa”, który tym razem miał miejsce w Nałęczowie:

1 mce. Oskara Plucińskiego - Skandia Marathon Land Team Nałęczów

1 mce. Oskara Plucińskiego - Skandia Marathon Land Team Nałęczów

Innym dobrym występem może pochwalić się Tomek Jajonek, który w Krynicy wygrał swoją kategorię M3, a w klasyfikacji OPEN uplasował się na 3cim miejscu.

1 mce. Tomasza Jajonka na Powerade Suzuki Maraton w Krynicy-Zdroju

1 mce. Tomasza Jajonka na Powerade Suzuki Maraton w Krynicy-Zdroju

Tomek:

Kolejny start w lidze MTB Marathon to Krynica Zdrój do której jechałem z konkretnym planem i na wstępie powiem, że nie było to coś specjalnie ambitnego ja po prostu chciałem pojechać w równym tempie bez żadnych „przygód” które ostatnio mi się przytrafiały nader często. W Krakowie na Pucharze Polski jadąc w czołowej grupie złamałem sztycę a następnego dnia w Zabierzowie po trzech kapciach i w konsekwencji skrajnego wychłodzenia organizmu musiałem wycofać się z wyścigu.

Ja uważam, że tak jak „szczęściu trzeba pomóc” tak pechowi też bo nic sie nie dzieje bez przyczyny więc moja teoria musiała przejść test właśnie w Krynicy gdzie wyeliminowałem błędy które przyczyniły sie do wcześniejszych problemów. Co do pogody, no cóż punktualnie o 10:00 „niebo sie otworzyło” jednak na mnie nie zrobiło to większego wrażenia bo miałem do zrealizowania plan i nie było miejsca na wymówki. Czułem sie dobrze a noga praktycznie od początku była mocna a na błotnistych zjazdach po wyczuciu można było spokojnie kontrolować rower. Niektóre zjazdy były naprawdę zdradliwe i trzeba było uważać. Podczas stromego zjazdu z Jaworzyny popełniłem mały błąd i musiałem zeskoczyć z roweru jednak nachylenie było bardzo duże więc został tylko downhill z buta. W tym momencie trasa przeszła w szeroki kamienisty zjazd na czele jechał Bogdan później Bartek i ja. W pewnym momencie widzę Bartka który jedzie w przeciwna stronę i krzyczy, że Bogdan miał wypadek ! ( o tym później …. )

Kolejny dobry występ to 5. miejsce OPEN Tomka Gawrońskiego VTEAM, który w miejscowości Koło rywalizował w wyścigu na szosie.

Tomek Gawroński:

… noga była naprawdę mocna. Od startu poszła 8 osobowa ucieczka, do której z Danielem do jechaliśmy po ciężkiej pogoni. Później to już był non stop ogień na podwójnym wachlarzu dawno nie pamiętam tak wysokiej średniej 42.47 Na końcu sędziowie źle nas poprowadzili, przez co finisz nie był taki jak byśmy chcieli byłem rozpędzony i nagle musiałem zwolnić nie zmieniłem przełożenia i ciężko było już mi rozkręcić. Następnym razem będzie lepiej.

Grzesiek Brzozowski – tylko 7 sekund brakło do 3 miejsca Mazovia Olsztyn – 29 maja 2011

Grzesiek:

W koncu zawody gdzie było kilka górek i tam mogłem sie wykazac. do czwartego miejsca 7 sekund ,to troche boli, ale teraz znam juz konkurencje

Arek Szeląg VTEAM - 6 mce Mazovia MTB Olsztyn 29.05.2011

Arek Szeląg VTEAM - 6 mce Mazovia MTB Olsztyn 29.05.2011

Arek Szeląg

Musze Ci powiedziec, ze po raz pierwszy jechalo mi sie naprawde super. Czulem ze noga jest, dyspozycja. Tetno wreszcie na w miare optymalnym poziomie chodz jeszcze troche brakuje. Startowalem z 2 sektora wiec nie bylo juz przepychania sie na starcie. Cale szczescie od poczatku moglem jechac mocno, wiec to raczej ja wyprzedzalem niz bylem wyprzedzany. Po okolo godzinie jazdy wyklarowala sie sytuacja. Jechalem w grupie zawodnikow. Miedzy nami niestety nie bylo dobrej wspolpracy ale jakos sie jechalo. Niestety zagapilem sie gdy dwaj najbardziej aktywni zawodnicy zaatakowali. Nie zdarzylem dojechac i tak zostalem z kilkuosobowa grupa „sepow”, z ktorych zaden nie chcial pomagac w wspolnej pracy. Przez to tempo siadlo, doszlo do nas kilka osob. Zdecydowalem sie na probe ucieczki tym samym prace na wlasne konto. Niedlugo nadarzyla sie odpowiednia sytuacja – dosyc dlugi jak na warunki mazowiane podjazdy (…). Zwiekszylem tempo i zyskalem kilkanascie metrow przewagi. Nieodpuszczalem i udalo sie zerwac kontakt wzrokowy miedzy mna a reszta. Od tego momentu az do mety jechalem sam. Mocno pracowalem i to zaprocentowalo dojsciem kilku osob. Na mete przyjechalem 17 open i 6 w kategorii. Mysle, ze byloby lepiej gdybym jechal z rownymi sobie, niestety na plaskich maratonach wspolpraca na trasie to podstawa. Jechalo mi sie naprawde niezle. Oby zostalo juz tak do konca🙂

Mateusz Urbaniak & Bartosz Bejm  – Mosina

Mateusz Urbaniak & Bartosz Bejm na finiszu w Mosinie

Mateusz Urbaniak & Bartosz Bejm na finiszu w Mosinie

Dokładnie nie wiemy czy było to 3 i 4 mce czy inaczej ale w każdym razie okolicie pudła w Mosinie należały do naszych dwóch podopiecznych Mateuasza Urbaniaka VTEAM oraz Bartosza Bejma – Corratec

Katarzyna Dubrownik – Zawoja 5 czerwiec 2011

Kasia Dubrownik - 3 mce BikeMaraton Zawoja 4 czerwca 2011

Kasia Dubrownik - 3 mce BikeMaraton Zawoja 4 czerwca 2011

Kasia Dubrownik

Najlepszy mój strat i to nie tylko ze względu na PUDŁO!!! Podjazdy pokonałam tak jak Treneiro przykazał na (…)  i nie ujechałam się do blatu… zjazdy rzeczywiście cholernie trudne technicznie z masą agrafek po kamieniach i zrytym dziurami asfalcie na szerokość samochodu i cudowny singiel po korzeniach i kamiorach na 1000 m przed metą…Trening zjazdów na Ślęży przyniósł upragnione owoce, do tego stopnia, ze na kamiennych zjazdach czułam się dużo bardziej komfortowo i bezpiecznie niż na tym zawinietym asfalcie!!! Jestem z siebie dumna i WIELKIE DZIEKUJE KUBA (…) dalsze słowa uwielbienia, etc, itd….😉

Krystian Gołdyn Bychawa MP Lekarzy w kolarstwie szosowym

Krystian Gołdyn - MP lekarzy Bychawa 4 czerwca 2011

Krystian Gołdyn - MP lekarzy Bychawa 4 czerwca 2011

Krystian Gołdyn

Wyścig (3x34km;Bychawa)rozgrywany w wolnym tempie z seriami mocnych zciągnięć. Dwukrotnie udała się próba odjazdu od grupy (4os) jednak ze wzg na brak współpracy zostawaliśmy dogonieni. Wyścig rozstrzygnął się na ostatnim 800m krętnym podjeździe, gdzie nastąpił fianalny atak. Do tej pory wszystko szło po mojej mysli i kiedy na szczycie wzniesienia ok 1,5 km do mety byłem znów w czołowej 4os grupce (200m przed grupą)zacząłem mysleć o wygranej. Błąd. Od naszej grupki odskoczył na zjeździe jeden z kolarzy i ja ruszyłem bardzo mocno za nim ciągnąc 2 pozostałych. Kosztowała mnie ta pogoń niestety zbyt wiele za co zapłaciłem na finiszu. No cóż za rok tego błędu już nie popełnię…;))

Na koniec pewna refleksja na temat wypadku Bogdana Czarnoty w Krynicy…..

Wszystko jest fajnie, bawimy się trenujemy, właściwie odżywiamy i potem walczymy na różnych zawodach…. Niestety czasem zdarzają się bardzo przykre i niebezpieczne wypadki. O tym, że każdy może ulec wypadkowi niech świadczy to co przytrafiło się Bogdanowu Czarnocie – jak by nie było jednemu z najlepiej jeżdżących technicznie… najpierw o tym jak to widział Tomek Jajonek będąc na trasie…

Tomek Ja zostaję z Bogdanem a Bartek wraca się do GOPR-owców których mijaliśmy kilkaset metrów wcześniej. Wyglądało to naprawdę poważnie rower miał „ściętą” kierownice zaraz za mostkiem, urwane siodło i to wszystko wskazywało na poważny wypadek obok leżał Bogdan któremu starałem się jakoś pomóc do czasu kiedy dotrą do nas ratownicy. Starałem sie nie wpaść w panikę jednak nie było to łatwe gdyż Bogdan tracił przytomność a sekundy dłużyły sie w nieskończoność jedyne co robiłem to wrzeszczałem do niego żeby tylko nie tracił świadomości. Kiedy dotarli ratownicy pojechaliśmy dalej jednak dla mnie powrót do ścigania nie był łatwy i właściwie do mety miałem w głowie obrazy z tego wypadku. Musiałem sie pozbierać bo trasa była niebezpieczna i utrzymanie wysokiej koncentracji było bardzo ważne. Finalnie dotarłem do mety na 3 miejscu OPEN i 1 w kat. M3. Po takich przeżyciach człowiek zdaje sobie sprawę jak niebezpieczny jest ten sport jednak co zrobić kiedy jest się w nim tak mocno zakochanym ! Tak więc na koniec mam nadziej, że Bogdan powróci jak najszybciej do treningów i ścigania a tego jestem pewny bo juz na drugi dzień w szpitalu widziałem u niego determinacje i w końcu uśmiech na twarzy. Do zobaczenia na kolejnych wyścigach oby już nigdy z takimi zdarzeniami czego sobie i wszystkim życzę.

Ja jeszcze wiem o jednej sytuacji jaka tam w górach na trasie MTB miała miejsce…. wyglądało to tak… zawodnicy z czołówki zatrzymują się przy koledze… Bartek Janowski jedzie po pomoc.. inni czekają przy tracącym przytomność Bogdanie… okrywają go bluzami… obok kałuża krwi – generalnie widok mrożący krew w żyłach – nie mają chwili zawahania zostają przy zawodniku……..  a tymczasem obok udając, że niczego nie widzi przejeżdża jakiś „zawodnik” – plecak i jedzie dalej!!! Normalnie jedzie dalej po oponę czy punkty – nie ważne….. jednym słowem jakieś ludzkie dno tylko tak może się zachować… to zawodnicy walczący o generalkę pomagają koledze swojemu jak by nie było też rywalowi… czekają na pomoc kilkanaście minut a „DEBIL” udaje, że nic nie widzi i jedzie dalej….. a może uznał to za szanse na zdobycie lepszego miejsca… Silę się na to by nie używać mocniejszych słów ale na prawdę to moim zdaniem jest kur***two…najwyższego gatunku.

Ja zawsze powtarzam z wszystkim, z którymi współpracuję. To co robicie to zabawa… nie może ściganie się na poziomie amatorskim przysłonić ludzkich odruchów… Czyli wg. plecaka miało być tak, że Bogdan Czarnota wykrwawia się na śmierć a chłopaki ścigają się o kolejną oponę, dyplom czy puchar…. ???  Nie wiem czy Grzesiek Golonko przewiduje jakieś nagrody FAIR PLAY ale moim zdaniem zachowanie chłopaków z czołówki GIGA na to zasługuje… a zachowanie takiego plecaka trzeba z całą surowością tępić…

Jeszcze raz… to co robimy to jest zabawa… to jasna strona życia, to coś co wyróżnia WAS od zwykłych ludzi ale to nie jest wyścig szczurów… mam nadzieję, że rozumiecie co chcę wam powiedzieć… to, że jest to sport niebezpieczny to wiadomo… tegoroczne Giro też ma na swoim koncie śmiertelny wypadek… ale przede wszystkim zachowujcie się jak ludzie..

Kiedyś ty możesz potrzebować pomocy na trasie a takie zachowanie jak plecak może przyczynić się do czyjejś śmierci…

Jeszcze korzystając z okazji z tego miejsca chciałem przekazać pozdrowienia dla Bogdana i życzenia sprawnej rehabilitacji i szybkiego powrotu do zdrowia…

Komentarze do tego wpisu zostały zablokowane…

„Plecak” – w slangu zawodnik jadący z plecaczkiem z piciem ( wiadomo o co chodzi )

Kuba ‚Treneiro’ Kurcz

Możliwość komentowania jest wyłączona.