We Are The Champions


Drunk as hell

🙂

Jest a raczej była godzina 14.00, dziewiąty styczeń 2011. Jesteśmy na MP w przełajach ( o czym w kolejnym wpisie ) i stoimy ze znajomymi w czasie dekoracji w okolicach podium…  wiadomo mamy z czego się cieszyć.

Nagle, no może nie nagle, bo to trochę trwało, toczy się w naszą stronę gość z twarzy podobny zupełnie do nikogo, ubrany jak większość trenerów i sędziów na zawodach. No i gość zaczyna się do mnie kleić, bełkocze coś bardzo niezrozumiale, mówi coś o treningu, o zawodach….  Mimo cholernego wiatru… czuć, że gość wypił co najmniej dwie flaszki czystej…. oczy i spojrzenie jakieś nieobecne. No generalnie facet jest nawalony w cztery du*y.

Konsternacja. Mega konsternacja… co widzę!? Facet, znaczy ten gość który się do mnie klei a raczej podpiera, żeby nie paść na twarz MA NA SZYI IDENTYFIKATOR Z NAPISEM ….. uwaga! ……” TRENER”

Po prostu masakra.

Nie, żebym nie wiedział, że w Polsce się pije. To wiadomo. Ale są zawody. Ranga mistrzowska, jest tam cała nadzieja polskiego kolarstwa przełajowego, działacze, fotoreporterzy…. a tu Trener ( nie znam nazwiska ) pijany jak świnia. W zasadzie nie pijany tylko na***ny. Przypominam godzina 14.00.

Jak się dowiedziałem od znajomej, w miejscu gdzie było biuro zawodów przez całą noc była impreza czyli takie coś w stylu „BEFORE PARTY”. W sumie chyba AFTER PARTY lepsze bo takich wtop by nie było. Ale żeby nie wytrzeźwieć do godziny 14.00???

Aha a w tle leci We’re The Champions….

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s