Wyścig w Szwajcarii – Gippingen 2009r.


Nie ma to jak wspólny posiłek z Mistrzem Olimpijskim...

Nie ma to jak wspólny posiłek z brązowym medalistą z Pekinu - Arturem Korcem...

Dwa tygodnie od wyścigu we Francji minęły bardzo szybko i ledwo zregenerowałem organizm i zebrałem siły do kolejnej walki, nadszedł dzień wyjazdu do Szwajcarii. Tym razem wyjazd był zaplanowany na 22.00, więc od razu, po powrocie z pracy, Madzia spakowała mnie, nakarmiła i pozostało mi tylko czekać na kolegów. Oglądając film, od czasu do czasu zerkałem na telefon, czy aby jest zasięg, bo czekanie przedłużało się. Kiedy powoli odpływałem do krainy snów, zadzwonił telefon, że już są. Jak zwykle standardowy zestaw bagaży i sprzętu został przez nas zniesiony na dół i upchnięty w przyczepce a ja w naszym super busiku. Nastroje były pozytywne a żarty i docinki na najwyższym poziomie okrucieństwa… Spaliśmy na granicy, by rano wyruszyć w dalszą drogę, która zakończyła się w Niemczech w tym samym miejscu, gdzie spaliśmy jadąc do Francji, ponieważ załatwienie noclegu w Gippingen graniczyło z cudem a jeżeli takowe się znalazły, to ich cena też była nieziemska:) Po rozlokowaniu się zdecydowaliśmy, żeby pokręcić trochę na rowerku, bo mięśnie po takiej podróży są zdrętwiałe a pośladki obolałe. Mechanik przesmarował mi łańcuch i pojechałem na 45-cio minutową przejażdżkę. Jechałem na luzie, relaksacyjnie a mimo to zaliczyłem wywrotkę i w efekcie zdarłem owijkę na kierownicy, ale rower został ochrzczony:) Po kolacji grzecznie poszliśmy spać, bo trzeba było wstać o świcie…

Dzień przywitał nas zachmurzonym niebem. Po dojechaniu na miejsce startu w Gippingen w Szwajcarii pogoda zapowiadała się naprawdę nieciekawie. Do tego znacznie podniósł nam się poziom adrenaliny, bo droga była zablokowana ze względu na start elity, ale kiedy w końcu udało nam się dojechać blisko linii startu, to deszczyk już lekko kropił. Warunki iście spartańskie – torby, sprzęt wywalone na trawę, przebieralnia pod chmurką a do tego wszystkiego zaczął padać grad, lało jak z cebra i strzelały błyskawice.

Duch walki i warunki - iście spartańskie...

Duch walki i warunki - iście spartańskie...

Na szczęście po dłuższej chwili przestało padać i można było ustawić się na starcie. I zaczęło się – nerwy, obawy…Na początek podjazd – dla mnie to tragedia, ale jakoś daję radę i pierwszy mam już zaliczony, nie jest najgorzej. Łapię się na koło – to dużo łatwiejsza jazda i zaczynam chwytać powietrze. Dwa razy wyszedłem po zmianie, bo wiem, że trzeba umęczyć przeciwnika, ale słabo mi to wychodziło. Zaczął się następny podjazd i niestety zostałem…Dużo wysiłku kosztowało mnie pokonanie go – czułem, jakbym miał zawał, ale nie poddawałem się. Zjechałem hamując, bo niestety było mokro i ślisko. Na dole zacząłem znowu mocno kręcić i udało mi się dopędzić grupkę a tam istna sielanka – rozmowy, śmiech – zupełnie inna jazda. To dało mi do myślenia – koniec z lenistwem, będę gryzł asfalt na podjazdach, ale muszę wytrzymać, bo inaczej znowu będzie masakra. I tak sobie myślałem, myślałem a na podjeździe…zostałem:) Do końca miałem jeszcze dwa okrążenia. Złapałem się dziewczyn a one pociągnęły mnie do podjazdu, zaliczyłem go i przy ostatnim przycisnąłem maksymalnie. Na mecie okazało się, że wynik z ubiegłego roku, poprawiłem o 14 minut! To dla mnie bardzo budujące. Po wyścigu przebieranie, pakowanie i szukanie kolejnego miejsca na nocleg. Położyłem się o północy, ale nie mogłem spać.

Rano jak zawsze nerwówka, bo zdążyć ze wszystkim, to nie takie proste:) Na czas startowałem pierwszy. Przed startem pokręciłem trochę na rolce, sprawdziłem dokładnie licznik, podjazd przejechałem kilka razy i do boju. Pomyślałem, że na początku nie będę się zajeżdżał, bo potem nie dam rady, ale minął pierwszy podjazd, potem drugi a ja cały czas na spokojnie – tętno tylko 174 – przedszkole:) Na zjeździe hamowałem a potem już do mety nie mogłem złapać rytmu. Końcówka w korbach i dojechałem. Wyścig na czas ukończyłem z wynikiem lepszym o 4 minuty niż rok wcześniej, ale na lenia, to i tak nieźle:)

Wojtek - Decydujące Starcie:)...

Wojtek - Decydujące Starcie:)...

Potem tradycyjnie pakowanie i w drogę. Podróż wśród doborowego towarzystwa minęła szybko i tak na wesoło dotarłem o północy do domku…

One response to “Wyścig w Szwajcarii – Gippingen 2009r.

  1. nie ma lekko z warunkami przed startem… sezon startów to ciągłe przebieranie się w samochodzie, no chyba że ktoś ma kwaterę blisko startu🙂
    Jaki dystans miał pierwszy etap? Ale mimo wszystko 14min to epoka, brawo:)

Skomentuj

Please log in using one of these methods to post your comment:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s