
Foe's Death
50 lat to niedużo, a przecież w mojej pamięci sport sprzed pół wieku w porównaniu z dzisiejszym jawi się jako zupełnie coś innego. A co dopiero, gdyby cofnąć się do początków współczesnego sportu, do czasów barona Pierre’a de Coubertina i jego starań o wznowienie igrzysk olimpijskich. Absolutny romantyzm znamionował epokę, w której może nie tyle wynaleziono, co wskrzeszono instytucję zwaną sportem. I ten ruch, poczynając od nieporadnego amatorstwa, w tempie wręcz ponaddźwiękowym przekształcił się w perfekcyjny profesjonalizm. Zdaniem krytyków – w cyrk, a nawet we współczesne gladiatorstwo. Oczywiście, bez zabijania przeciwnika, bo to w naszej cywilizacji niemożliwe, ale za to z zabijaniem samego siebie w dążeniu do coraz wyższych osiągów, z ustanawianiem niebotycznych rekordów i unicestwianiem rywali włącznie. Bo można go rozgromić, rozbić w puch, znokautować, zgodnie z obowiązującymi w danej dyscyplinie regułami gry. Ku uciesze coraz szerszej widowni. Czytaj resztę wpisu »
Ostatnie komentarze